czwartek, 8 listopada 2018

Jesienna półka z książkami dla dziewczyn


Moje życie przeszło na kolejny level. Już wieje luksusem, gdy po kąpieli dziewczyn, oporządzaniu, balsamowaniu, ubieraniu, czesaniu włosków, przebieraniu w piżamki, daję Zuzi mleczko, kładę do łóżka, Marysia siada koło mnie na naszej ławeczce i zaczynamy wieczór z książką. Codziennie. Jakie to cudowne, że one to uwielbiają i sprawia im podobnie wielką radość, co mi. Dla mnie to Mała wtula się we mnie i słucha, nieraz komentując i zadając milion pytań do opowiadania, gdy druga leży i się przysłuchuje. Jak wypije mleko, wyrzuca butelkę za łóżko, staje oparta o barierkę i słucha dalej. Taki nasz wieczorny rytuał, czy to ze mną czy z tatą. Dla nas to taka chwila wyciszenia, kiedy nasze dzieci po różnych momentach i zachowaniach podczas dnia, zamieniają się w rozkoszne aniołki i takimi chcemy je zapamiętać tego dnia. Oboje chcemy im zaszczepić miłość do książek, zaciekawić dobrą lekturą, wyciszyć przed snem, czy się czasem pośmiać gdy czytam książkę na wiele głosów. Uwielbiam to. To takie uwieńczenie dnia, nadanie sensu rodzicielstwu, nagroda i złagodzenie wszelkich sporów, taki wyjątkowy czas dla każdego z nas. Ostatnio na naszej półce wiodą prym poniższe pozycje:

ZUZIA (18 miesięcy)

Przegląda i interesują ją dosłownie wszystkie książki. Nawet cichaczem wyciąga mi moje kucharskie. Rozczula mnie gdy bierze sobie książkę, siada na Marysi łóżku, gdy tamta jest w przedszkolu i przegląda z zaciekawieniem. Bardzo lubi naśladować po swojemu odgłosy zwierzątek lub powtarzać powoli za mną, gdy czytamy "PUCIO uczy się mówić", "Lalo gra na bębnie" czy przynosić mi same książeczki obrazkowe i pokazywać co w danej książeczce się dzieje. Taki mały mim :)


poniedziałek, 29 października 2018

Dom - dziupla dla złamanych serc (i leśny mech)

Czas gna! Dotarło to do mnie niedawno, gdy poszłam z moimi dziewczynami i mamą na spacer, ot taki spacer pokoleń. Z racji tego, że moje starsze dziecko zaczęło lubić spacery, kiedy to rok temu nie mogłam namówić jej na wyjście z psem za furtkę bo wolała okupować piaskownice całymi dniami, tak teraz dzielnie maszerowała z nami w swoich tenisówkach, śpiewając piosenki z przedszkola tudzież te, które nauczyli jej dziadkowie. Bardzo często myślę w jakim miejscu będę za 5 lat. 5 lat temu walczyłam ze złamanym sercem, pełna niepewności i niepewna samej siebie. Dziś

środa, 17 października 2018

Powiem Ci czemu warto nie wkurzać się na dzieci...

Tak sobie myślę, że warto. Tak, zdecydowanie warto pisać o tym, co dobre. Nie tylko o tym, co mnie wkurza, jak bardzo się nie udaje lub jest tak obrzydliwie normalne. Ludzie mają tendencję do narzekania, nawet gdy uchodzą za osoby pozytywne, to po głębszej analizie okazuje się, że i tak ciągle coś jest nie tak. Bo dzieci ryczą, że nie chcą jeść, brać leków, zasypiać o 20ej. Nie chcą samemu się bawić i myć zębów wtedy, kiedy się je o to prosi. Zawsze mają jakąś kontrę na to co mówimy, prosimy, każemy. Kontra ta jest zarówno werbalna jak i niewerbalna. Może brzmieć stanowczym nie, wrzaskiem, mądrym argumentem przeczącym temu co chce rodzic, lub zwyczajnym rzuceniem się na ziemię i tupaniem nogami. Klasyk. Nie wiadomo co gorsze. Możemy się wściekać i zadawać pytanie po co mi  to było, możemy ryczeć w łazience z bezsilności lub też zakryć głowę poduszką i drzeć się licząc, że sąsiedzi nie naślą policji. Też tak robiłyście? No właśnie, trafiłam.

czwartek, 11 października 2018

Kim bym była gdybyś żył


Są takie wydarzenia w życiu człowieka, które mają wpływ na całe dalsze życie. Człowiek się rodzi, dorasta w fajnej lub mniej fajnej rodzinie, otoczony miłością rodziców, rodzeństwa, szczęśliwy, beztroski. Nie zdaje sobie sprawy z tak wielu rzeczy, chodzi do szkoły, zbiera piątki i tróje czasem, biega na SKS-y i jeździ na kolonie. Odprowadzany wzrokiem wzruszonych rodziców, gdy pierwszy raz rusza autokarem na wycieczkę. Codziennie ma postawiony na stole ciepły obiad przez mamę lub tatę, nowe buty na zimę i poczucie bezpieczeństwa, że nocą w drugiej sypialni śpią rodzice - najważniejszy filar rodziny. Czasem jednak, jak to w życiu coś się spieprzy, nagle, niespodziewanie, rujnując całe życie tego młodego człowieka i rozsypując jego świat na małe kawałki. Jeszcze dzień temu było wszystko normalnie, szeleściłam liśćmi pod nogami zbierając kasztany w drodze do szkoły. Szłam sama, bo szkoła pod domem, a i ja już 13 letnia, niemal prawdziwa nastolatka. Jednak jeszcze dziecko. Teraz z perspektywy czasu wiem, że całkiem małe dziecko, któremu na drugi dzień, grunt usunął się spod nóg. Ale jak to, dlaczego, przecież jeszcze wczoraj rozmawialiśmy przez telefon, było wszystko dobrze, śmiałeś się i mówiłeś, że mnie kochasz!

poniedziałek, 24 września 2018

O tym jak zaczęłam lubić piasek



Nachodzą mnie ostatnio takie głębsze refleksje. Spowodowane są one wydarzeniami w moim życiu na przestrzeni ostatnich lat i tym, jak bardzo te wydarzenia wpłynęły na kształt mojego życia.Wydarzenia te to ciąża, a raczej ciąże, prawie jedna po drugiej, to rodzenie, opieka nad dziećmi, aby nie używać "siedzenie w domu" znienawidzonego przez większość kobiet. To rezygnacja z naprawdę wielu rzeczy. Ze spontanicznych wyjść na miasto, z delegacji, ze spania do 10ej rano w sobotę, z powolnego picia kawy w łóżku i jedzenia omletów, które zrobił dla mnie mąż w niedzielny poranek, kiedy to słowo poranek miało inny wymiar i przypadało w zupełnie innym zakresie godzinowym. Teraz zazwyczaj o godzinie 8 rano jesteśmy już po śniadaniu. A ja niemal zawsze jestem już lekko zmęczona. I na pewno nie tym, że poprzedniej nocy oglądałam jakiś fajny dramat do 2 i wypiłam butelkę wina z mężem. Dramat to teraz jest jak Zu się budzi przed 6 w szampańskim humorze w niedzielny poranek (czyt. skoro świt) albo i nieszampański, wtedy jest jeszcze gorzej. Na szczęście jej starsza siostra

niedziela, 9 września 2018

Wakacje w kolorze blue i nowości od DERMEDIC



Woda, to kierunek nad który ciągną tłumy. Co roku mam wrażenie, że większość ludzi w wakacyjnym terminie jedzie nad wodę. Góry zostawiają sobie na zimę, jeśli ktoś w ogóle lubi zimę i sporty zimowe, ale my do tej grupy się nie zaliczamy. Woda ma w sobie coś kojącego, coś co oczyszcza umysł i duszę, gdy tylko się nad nią usiądzie. Mam na myśli taką wodę, gdzie nad głową nie biega pies czy zgraja dzieciaczków sypiących Ci na nią tonę piachu. Nie mam na myśli parawaningu we Władku czy all na Majorce. Mam na myśli takie miejsca jak

czwartek, 30 sierpnia 2018

Dzieci



One. Upragnione, wyczekane lub i nie, będące zaskoczeniem, wielką niespodzianką czy też uwieńczeniem starań i marzeń niejednej z par. W wyprasowanych nienagannie bodziaczkach fikuśnych skarpeteczkach wielkości lilipuciej stopy, pachnące balsamem po kąpieli z miękkimi jak puch małej kaczuszki włosami. Te pachnące mlekiem maminym czy modyfikowanym, płaczące gdy są zmęczone, głodne, niewyspane, niezadowolone, mają kupę w pieluszce czy nie wiadomo co, po prostu płaczące. Te wywołujące uśmiech i łzy u pierwszy raz je widzących babć i dziadków, słodkie dziubki sąsiadek i pań kasjerek w Biedronce. Te słodkie, niewinne istoty, wokół których cały nasz świat najpierw się zmienia o 180 stopni, wywraca do góry nogami, nieraz chwilowo zawala, by później powoli wrócił do normy, w trochę innym wymiarze. Takim, do którego już raczej nie ma powrotu, do tego czasu sprzed Ich istnienia. I nagle