środa, 15 marca 2017

Moja Ostoja i zapach ciasta drożdżowego


Marzec, a dokładnie jego połowa to czas, kiedy od dawien dawna, za czasów studenckich urywałam się z zajęć i kierując się na Łódź Kaliską łapałam pociąg do Gdyni, by później złapać ten ukochany niebiesko-żółty mknący na sam koniuszek naszego Półwyspu. Kuupa godzin drogi, ale jaka radość w sercu, i Ona, stojąca tam na tej małej helskiej stacyjce z różą w ręku i radością w sercu, że znów mnie ma. Na weekend, czasem trochę dłużej, ale znów nie będzie samotna. Mój om pachnący ciastem drożdżowym, niezmieniony pokój od czasów liceum, nasze wielogodzinne spacery po lesie, nad morzem, na cypel, gdzie powietrze o tej porze roku pachnie tak specyficznie, że nawet teraz gdy zamknę oczy, czuję ten zapach mokrego piasku, sosen, ostrzejszego wiatru, niezbrudzone jeszcze sezonowym zapachem smażonych ryb i gofrów.

czwartek, 2 marca 2017

Goodbye February - Hello March!



Początek roku zaczął się dla nas, powiedzmy niełatwo. Choroby ciągnące się już od grudnia, szpital, problemy z brzuszkiem bo mała Zuzia chyba jednak odczuła to moje rozemocjonowanie, którego nie byłam niestety w stanie opanować. Stresss, stresss, ale koniec! Zamykam ten rozdział i wraz z nastaniem marca, na który tak szalenie długo czekałam, liczę na spływające na nas dobro, które przecież wraca, a ja dobra jestem w sumie ;) Pojechaliśmy na spacer do lasu, do naszego miejsca, które miejmy nadzieję już w tym roku stanie się jeszcze bardziej nasze (kiedyś Wam o tym opowiem). Po tym przesmogowaniu, bo należę do osób, które nie twierdzą, że problem smogu pojawił się w tym roku wraz z jego medialnym nagłośnieniem, bo on był, owszem, ale w tym roku to już przesadził ze swoją wszechobecnością!

poniedziałek, 27 lutego 2017

Nowe wyzwanie - pokój dla córek



Nastała wiekopomna chwila, że zbliżamy się z małżonkiem do pożegnania się na zawsze z pokojem, który niegdyś był naszą oazą spokoju, leniwego picia porannych weekendowych kaw w towarzystwie książki czy czasopism. Długiego wylegiwania się w łóżku, chilloutu i luzu. Te czasy minęły. Nie dość, ze pozbyliśmy się jakiś czas temu naszego sypialnianego łoża, przenieśliśmy na kanapę do salonu, by dzieć śpiący swego czasu jak zając nie budził się co chwila od szelestu pościeli czy naszego wchodzenia do sypialni, w celu udania się na nocny "wypoczynek" :) Pokój ten liczy niespełna 11 m² i obecnie jest dość niezagospodarowany, choć najbardziej wolałabym aby taki pozostał, wstawiłabym jedynie jakiś

czwartek, 23 lutego 2017

Ma być comfort, to będzie!



Nie uświadczycie moje Drogie dziś tu przepisów na zdrowe, pieczone pączki, które w swoim składzie mają banana zamiast cukru, mąkę niepszenną i może jedynie dla szaleństwa odrobinkę oleju kokosowego. Może części z Was będzie przykro bo zaniedbam tym samym Wasze nietolerancje pokarmowe, ale wybaczcie kobiecie w ciąży, której organizm (często niestety ;)) toleruje wszystko i postanowiła w tak zacny dzień jakim jest Tłusty Czwartek dopieścić swoje i mężowe i może jeszcze Marysine kubki smakowe i postanowiła dziś nie mieć wyrzutów sumienia z powodu pochłanianych kalorii :) Obiecuję, zrewanżować się zdrowymi przepisami po karnawale! Czy któraś z Was słyszała o takim pojęciu jak comfort food?

wtorek, 21 lutego 2017

Przez żołądek do serca i na odwrót


A może i czasem od serca do żołądka... to praktycznie fraza wymienna. Można z powodzeniem zastosować inwersję i wyjdzie na to samo, jak dla mnie. A przynajmniej w moim przypadku. Czasem padam na twarz, po całym dniu z tym małym upiorem, który przez swą rekonwalescencję po zapaleniu płuc musiał siedzieć w domu, kiedy piękne słońce za oknem, a teraz kiedy może wyjść to pada albo smog unosi się taki i włazi wszędzie do oczu, nosa, zasmradza kosmyki włosów, słychać go w uszach i włazi pod podszewkę, to przecież nie będę narażać ani Maryśki ani siebie z tą małą istotką pod moim sercem na czele. I tak siedzę w tym domu, oglądam w wolnej chwili prasując, czy układając puzzle z dzieciem telewizję śniadaniową, żeby nie zgłupieć totalnie,

wtorek, 14 lutego 2017

Miłość - to nie pluszowy miś!


Miłość. To takie wielkie słowo! Każdy kocha inaczej, na swój sposób, każdy inaczej celebruje swoją miłość i dobrze! Niech każdy celebruje ją po swojemu, byle celebrował. Nie mówię tu o codziennym spijaniu sobie z dzióbków, bo wiadomo, że życie... że miłość, to też proza życia. To często kłótnia, ale dzięki niej potrafimy jeszcze wiedzieć, że kochamy, że są w nas emocje, że mamy ochotę je wyrażać, nawet jeśli w danej chwili talerz ląduje na podłodze, kwiaty na twarzy faceta, dzbanek z kompotem na ścianie czy drzwi "wypadają" nam z ręki. Jak śpiewa Happysad, "miłość to nie pluszowy miś, ani kwiaty...", podpisuję się pod tym całą sobą i uwielbiam tę piosenkę ponad wszystkie te wzniosłe piosnki o miłości. Nic dziwnego, że tak tu prawię o uczuciu, skoro dziś Walentynki. Czy je obchodzę, trudno powiedzieć, na pewno nie są mi obojętne i nie hejtuję zbytnio samego święta, co bardziej tę marketingową machinę, tandetne serduszka w celofanie, obrzydliwe lizaki, misie łapiące kurz i zawalające niepotrzebnie przestrzeń w domu, nie wspominając już o rujnowaniu mojego poczucia estetyki, gdy stoją takie upiory na szafach, komodach i straszą

piątek, 10 lutego 2017

Lista książek, które powinnaś przeczytać w swoim życiu




Pisząc ten post wróciłam wspomnieniami do zakamarków pamięci. Do wspomnień, różnych sytuacji, w których się miałam okazję znaleźć. Do swoich smutków i radości. To tak jakbym trochę czytała swój pamiętnik.  Jesień i zima to taki czas, kiedy chyba najczęściej sięgamy po dobrą książkę. Dlatego postanowiłam stworzyć dla Was post, może jak się spodoba, to cykl postów o książkach, które są nam bliskie. Pogoda za oknem nie zachęca do długich spacerów, więc parzymy sobie dobrą aromatyczną kawę czy herbatę (zajrzyj tutaj po coś idealnego do popołudniowej książki i kawy :)), przykrywamy się kocem, zapalamy świeczkę i przenosimy się do innego świata. Książka to taki przyjaciel człowieka,