środa, 13 czerwca 2018

Jestem cyborgiem



Opiszę Wam swój przykładowy dzień. Dzisiejszy chociażby. Totalnie zwyczajny. Do napisania tego tekstu zmusiła mnie refleksja, która zaprzątnęła moją głowę po ostatniej mojej wypowiedzi na jednej z fejsbukowych grup dla kobiet, matek - superbohaterek walczących o chwilę dla siebie i walczących o siebie. Otóż, padło pytanie jak co tydzień "co zrobiłaś dla siebie samej w minionym tygodniu" i ja pochwaliłam się swoimi nowymi zwyczajami, które wprowadziłam do swojego życia, wzbudzając tym samym las lajków i pytań jak ja to robię. Normalnie. Chcę. Drugą sytuacją zmuszającą mnie do zastanowienia się czy nie jestem przypadkiem jakimś człowiekiem - robotem była sytuacja kiedy

czwartek, 31 maja 2018

Dzień Dziecka i szybkie muffiny z serkiem waniliowym


Pamiętam jak w Helu nic nie było. Jakieś pikniki wojskowe na Dzień Dziecka, na które przychodzili tatusiowie ze swoimi dziećmi, które później w większości przypadków musiały się wstydzić za swoich ojców. Pamiętam te grochówki i piwo w plastikowych kubeczkach. Mimo wszystko było fajnie! Bo mały człowiek wiedział, że to jest jego Dzień i każdy mu mówił, że to wszystko dla niego! Pamiętam też jak pojechałam z tatą do Gdyni na Dzień Dziecka nyską wojskową do lunaparku. To był czad! Hajlaf taki, że dla helskiego dzieciaka to jak Manhattan. I pamiętam jak tata kupił mi taki wielki balon napełniony helem i trzymałam go tak mocno, żeby nie uciekł do samego domu i pod klatką mojego bloku już w Helu wyleciał mi z ręki. Boże jak ja płakałam. Stałam do samego końca i patrzyłam jak odlatuje. Pamiętam też jak Rodzice zabierali mnie na lody do kawiarni Pani Krysi obok fryzjera, to była jedyna lodziarnia w Helu, kolejki były aż do samej ulicy. Dzieci mają taką wybiórczą pamięć, tak niewiele pamiętają, a jak zapamiętują coś to z takimi drobnymi szczegółami. Tak szalenie chciałabym, żeby moje dziewczyny pamiętały dużo ze swojego dzieciństwa, bo staramy się żeby te wspomnienia były jak najlepsze. Chyba każdy rodzic myśli w ten sposób i chce uszczęśliwiać swoje dziecko jak tylko może, chociażby to szczęście miało trwać chwilę lub pamięć o nim była krótka. Mam wrażenie, że

wtorek, 15 maja 2018

Nowości książkowe 3-latki



Marysia uwielbia gdy się jej czyta. Kicię Kocię, która jest chora zna na pamięć i recytuje ją nawet gdy ma inną książkę w ręku :) Bardzo zależy mi na tym, aby wyrobić w niej nawyk i chęć czytania, bo sama uważam, że dzięki mądrym i ciekawym książkom nasze życie jest lepsze. W dodatku mówią, że to kim jesteś to zbiór osób, które spotkałeś na swej drodze i książek jakie przeczytałeś. Coś w tym jest, zgadzacie się?? Także u nas nawyk czytania jest wyrabiany od małego, już Zuzia często uczestniczy w wieczornym czytaniu, i często przysłuchuje się (wyrywając niekiedy kartki ;)) gdy czytamy Marysi przed zaśnięciem. Ostatnimi czasy nasza biblioteczka w pokoju dziewczyn wzbogaciła się o kilka fajnych pozycji, które z chęcią Wam zaprezentuję i polecę. Część to prezenty książkowe - bo książka jest prezentem doskonałym na każdą okazję, nawet dla dziecka, a część sama jej kupiłam. Zbliża się Dzień Dziecka, jeśli nie macie pomysłu na prezent dla swojej pociechy - książka będzie zawsze dobrym wyborem! Zobaczcie co znalazło się na naszej półce...

piątek, 27 kwietnia 2018

Zuziu...


Moja Malutka... jesteś takim moim Skarbem na Ziemi, wiecznym bobaskiem, którego chciałabym tulić i pielęgnować na zawsze. Nie spieszy mi się przy Tobie z nocnikiem, nie mam ochoty na jakoś wyścig szczurów w piaskownicowych rozmowach, że moja Ala to to, a Zuzia to tamto, a w ogóle Franuś to czyta już wiersze :D Nie mam czasu, żeby karmić Cię wyłącznie według metody BLW bo Ty i Twoja siostra w domu to mieszanka wybuchowa. Mam czasem wrażenie, że przez nasze mieszkanie przy Was przeszedł tajfun albo mieliśmy rewizję. Nie mam czasu tak totalnie się Tobą zawsze zająć, bo muszę dzielić siebie na Was dwie. Przepraszam, że wypadło, że jesteś tą drugą. Przepraszam, że wiecznie chorujesz, że nie mogę robić Ci regularnie szczepień, że spadłaś z łóżka na twarz jak miałaś 4 miesiące kiedy ja czesałam Marysię. Przepraszam, że nie siedzę z Tobą na dywanie i nie uczę Cię tylu rzeczy, które uczyłam Marysię. Przepraszam, że masz po mnie figurę i będziesz mieć tendencję do

niedziela, 22 kwietnia 2018

Zdrowie psychiczne matki karmiącej

Piszecie, że lubicie mnie czytać, bo to tak jakbyśmy sobie usiadły na kanapie z filiżanką kawy w ręku i pitoliły jak dwie kumpele. Trochę tak jest, bo ja Was tu tak traktuję, jak moje kumpele, które mnie zrozumieją, pocieszą, doradzą, a jak będzie trzeba to wezmą za kudły i sprowadzą na ziemię. Jest mnie tu niezwykle mało teraz, i szczerze mówiąc nie raz myślałam o zawieszeniu bloga, ale jak to tak nie spotykać się z Wami, rzadziej bo rzadziej, ale jednak. Moje obecne życie pochłania mnie totalnie,  Marysia - wiadomo, 200% aktywności w ciągu dnia, a Zuzanna moja cudowna  nie oszczędza matki swojej i jest mega ciężkim dzieckiem, i nie mówię tu o jej wadze absolutnie! Chociaż kto śledzi mojego Instagrama (link poniżej) to zna jej możliwości konsumpcyjne :D Dodatkowo, jak pewnie wiecie podjęłam się pewnej pracy dorywczej i wspieram, ładnie to ujmując, media społecznościowe Twojej Hybrydy, a że angażuję w to całą siebie, to na Wojslandię mam coraz mniej czasu. Ale dziś zdałam sobie sprawę z tego, że ja chyba nie opowiadałam Wam mojej przygody z karmieniem, a droga ta nie była usłana różami od samego początku. I jestem na to gotowa, że znajdzie się tu hejt dla mojej nietolerancji rzekomej czy przemądrzalstwa niejakiego, ale

piątek, 13 kwietnia 2018

Czekolada nie pyta, czekolada rozumie


Wciąż sobie czegoś odmawiać. Cukru do kawy, tafelka tudzież tabliczki czekolady, w zależności od potrzeb konsumenta, krowiego mleka, lampki wina przed 12ą w sobotę, wyjścia do koleżanki na kawę, pilatesu o 8 rano w niedzielę, regularnych wizyt u fryzjera i kosmetyczki czy wyjścia z domu na godzinę do parku pobiegać i zresetować myśli. Ciągle coś! A bo to za duży brzuch, i trzeba się odchudzać by wejść w ramy kanonów piękna prężących się na Instagramie, czy telewizyjnych reklamach. Pić przed 12 nie wypada, w ciągu dnia, zwłaszcza w sobotę to trzeba pracować, prasować, sprzątać kuchnię, jechać z dziećmi na basen czy robić coś bardziej rozwojowego niż usiąść z książką na kanapie czy patio i chwilę odpocząć. Niedzielny poranek to tylko z rodziną, przecież jak wyjdziesz na godzinny pilates to dzieci z głodu umrą, mąż dostanie depresji a teściowa pomyśli, że już Ci się totalnie w dupsku poprzewracało! Fryzjer za drogi bo jak to tak co miesiąc 3 stówy z portfela, kiedy w Rossmannie rzucili promo na farby i a nóż, zaryzykuję, może społeczeństwa nie przestraszę swoim nowym image! A na słodycze to mowy nie ma! Nie dość, że przy dzieciach jeść ich nie można bo są niezdrowe, bo cukier, tłuszcze trans, bo jakiż to przykład marny dzieciom się daje i hipokryzją tu wieje ostrą, bo nauka i zdrowe nawyki żywieniowe a tu zamiast buraczanego brownie wjeżdża na stół pełne kalorii ciacho ociekające czekoladą! A jakby tak czasem zluzować, odłożyć to sprzątanie na godzinę później i odpocząć, chyba, że tak jak ja nie da się odpoczywać w bałaganie... to po sprzątaniu sobie usiąść. Wysłać męża na spacer z potomstwem a samej iść pobiegać. Ciasto no jak to ciasto, kulturalnie spróbować kawałeczek przy dzieciach, a najwyżej ze starym wieczorem jak latorośl zaśnie pożreć całe z blachy jednym widelcem. Romantycznie tak ;) I tu tak troszkę z autopsji popłynęłam bo właśnie tak wczoraj się stało w Dzień Czekolady kiedy to poczyniłam z córkami owe ciasto, które w przedziwnych okolicznościach zniknęło z lodówki w przeciągu jednej nocy! A co, niech dupa rośnie! Pójdę pobiegać, kiedyś! ;)
Czekolada nie pyta, czekolada rozumie! 

Devil's food cake
by Wojslandia 



Składniki

50 g ciemnego kakao
80 g brązowego cukru (najlepiej muscovado), ale ja dałam zwykły trzcinowy
250 ml gorącej wody
125 g miękkiego masła
100 g drobnego cukru 
225 g mąki pszennej 
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego 
1 jajko

Krem

200 g serka typu philadelphia
200 g serka homogenizowanego waniliowego (lub wystarczy też jedno opakowanie ok. 150 g)

Do gorącej wody dodać cukier muscovado i kakao, dokładnie wymieszać i odstawić.
Masło z cukrem ubić na puszysty, jasny krem (ok. 7 min). W osobnej misce wymieszać mąkę z sodą i proszkiem do pieczenia. Do ubitego masła z cukrem dodać ekstrakt waniliowy i przez chwilę ubijać, następnie dodać jajko ubijając jeszcze chwilę. Do masy dodać mieszankę mąki z sodą i proszkiem do pieczenia i wymieszać z grubsza łyżką/trzepaczką (by nie było wielkiego BOOM z mąki na kuchnię ;)) i następnie zmiksować. Na sam koniec dodać mieszankę wody kakao i cukru i zmiksować. 

Wysmarować tortownicę (u mnie ok 23 cm, uważam, ze mogłaby być mniejsza, wtedy ciasto byłoby wyższe) masłem i opruszyć mąką. Wylać ciasto i wstawić do rozgrzanego piekarnika do 175 stopni. Piec ok. 40 min (do suchego patyczka). 

Krem

Zmiksować serki. 

Upieczone i ostudzone ciasto przeciąć jak tort na pół i przełożyć je kremem z serków.

Smacznego!





A Wy, czego sobie ciągle odmawiacie, tak szczerze???

sobota, 17 marca 2018

Kosmetyczne łapanki na wiosnę dla mamy i córek




Wiosna idzie! Ja już ją czuję każdą komórką skóry odstającą i zrogowaciałą po tej długiej i dość srogiej ziemie :) W tym tygodniu, kto się załapał i bacznie obserwował informacje w mediach, głównie tych społecznościowych, że Super - Pharm ogłosił wielką promocję na kosmetyki.
W większości można było upolować dobre słoiczki, tubki i inne za połowę ceny, z czego skorzystałam, tym bardziej, że potrzebowałam kosmetyków nie tylko dla siebie ale i dla mojej niespełna 3letniej damesy Marii oraz małego atopika. Tak, jak już pewnie dobrze wiecie, bo poruszyłam Was by zasięgnąć porad na wojslandowym fejsbuczku, Zuzia ma AZS. Wygląda to paskudnie i choć zakupiłam swoje ulubione, jak dotąd sprawdzające się super kremy, to postawiłam też na nowości, zobaczymy które się wybronią. 
A zatem przedstawiam Wam moje kosmetyczne nowości i nienowości - bo już ulubione przeze mnie nie raz, więc i polecić coś polecę z dobrego serducha.