poniedziałek, 16 października 2017

Pokój dziewczyn - czyli noworodek i dwulatka na kupie


Urządzanie pokoju dziewczynek jak ruszyło pełną parą, tak też z pełną parą się uspokoiło. Wyjechałyśmy wiosną z Marysią do Sopotu, żeby Pan Domu mógł przeprowadzić rewolucję, którą oczywiście przeprowadził w dosłownym tego słowa znaczeniu, ja co chwilę zamawiałam coś z dodatków, kurierzy przeklinali co dzień obficie nasze czwarte piętro bez windy, pokoik miał być gotowy na Święta i klops. Wraz z moją pierwszą wizytą w szpitalu zaraz po powrocie z Sopotu, koniecznością leżenia i kolejną już dłuższą wizytą aż do pojawienia się Zuzi na świecie, dojechały wszystkie zamówione przeze mnie rzeczy i na tym się skończyło. No przecież nie pozwolę Munszowi wieszać wszystkiego wg jego upodobań (sorry Kochanie :D). Także przyszedł moment, że już się pozbierałam, lato się skończyło i wykończyliśmy pokoik. Brakuje jeszcze kilku realizacji moich planów, ale to sukcesywnie się będą pojawiać, a ja będę się z Wami nimi dzielić na bieżąco.
Zaczęło się od zrobienia komody (tutaj dokładny opis jak zliftingować zwyczajną komodę z sieciówki na takie cudo).

poniedziałek, 18 września 2017

One dwie i idealne curry z indyka



Siedzę sobie sama. Wreszcie sama, z książką i herbatą. Ciepłą, olaboga! W kuchni na krześle, przy stole. Za mną wyjęte blachy z piekarnika bo robiłam muffiny, cały zlew garów bo zmywarka nie nadąża... a może to ja nie nadążam?! Czasami na pewno. I bez wyrzutów sumienia cieszę się z mojej samotności w pojedynkę, bo ostatnio zaczęłam swą samotność inaczej traktować, często nazywając w ten sposób stan siedzenia z dzieckiem w jednym pokoju, kiedy to dziecko w ciszy bawi się nożyczkami czy też (to młodsze) akurat nie płacze i nie chce na ręce. To też dla mnie taka jakby samotność. Więc dziś siedząc pośród blach i brudnych garów, na średnio wygodnym krześle ale w pojedynkę z tą książką, to jakby luksus swego rodzaju. Jedna śpi w jednym pokoju umęczona nocnymi męczarniami swego niemowlęctwa, druga śpi, bo katar męczy a i pora drzemkowa się zrobiła. Na szczęście Mary umie już zasnąć prawie wszędzie, wiec i kanapa w dużym pokoju się do tego nadaje gdy maluch okupuje ich dziewczyński pokoik. Tydzień przedszkola uskrzydlił mnie totalnie i dał nadzieję na więcej, a tu klops, a raczej gil popsuł moje plany i zamiary wszelkie na ten tydzień. I tak oto zostałam w domu z nimi dwiema, rozdzierając się co chwila na kawałki by móc dać siebie każdej po trochu. I czasem muszę

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Przedszkole - nowy etap i idealne kakao daktylowe


Wszędzie dookoła słychać o przedszkolu, szkole, żłobkach. Sfera blogowa kipi wyprawkami do tychże instytucji, którym powierzamy na całe dnie swoje pociechy, i początkowo z drżącymi brodami, by dzieci tego nie zobaczyły zostawiamy je z tymi nowymi ciociami, paniami i idziemy do swoich obowiązków. Mnie to ominęło, osobiście wzbraniałam się i walczyłam o każdy miesiąc do przodu, by być z Marysią w domu. Udało się prawie 2,5 roku, ale nadszedł i nasz koniec. Mała miała jakieś jednorazowe przygody ze żłobkiem, do którego chadzała czasem na 1-2 godziny, ale zakończyła się ta miła rozrywka zapaleniem płuc w szpitalu i zrezygnowaliśmy. Od 1 września Marysia idzie do przedszkola. Będzie 100% przedszkolaczką, niosącą swoje kapcie w plecaczku, będzie robiła mi laurki i ludziki z żołędzi. Będzie jadła zupę całą sobą i biegała siku na nocnik. Wystąpi w pierwszym przedstawieniu i obejrzy może swój pierwszy teatrzyk.

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Chwile grozy i pyszna tarta z kozim serem i cukinią


To miał być taki piękny dzień. Marysia wstała prawą nogą! I po drzemce, za drugim razem też :D, Zuzia spała cały dzień, co nie zdarza się zbyt często. A zatem mama miała czas dla siebie, co również nie dzieje się zbyt często, a raczej jest niezwykle rzadkie. No właśnie :D Zrobiłam pyszny obiad... no naprawdę czad! Nie wymagał on zbyt dużego poświęcenia ale musiałam coś zrobić z kozim serem przed wyjazdem i tak powstał pomysł na niego. Munsz wrócił do domu jak pies wąchając zapach unoszący się z piekarnika już od drugiego piętra, wszystko było pięknie, cud malina. Z racji tego, że przede mną były dwa tygodnie na wsi wśród jezior, postanowiłam pojechać jeszcze do naszego ukochanego parku na spacer, na kawę, spotkać się z przyjaciółmi. Spakowałam dzieci, ich torbę z niezbędnikami, jakimś cudem upewniając się, że wszystko jest, nawet te rzeczy, których nie sprawdzam za każdym razem. Chyba jednak matka ma jakiś szósty zmysł! I pojechaliśmy.

czwartek, 10 sierpnia 2017

Deja vu i obłędne wegańskie pancakes



Pamiętam dokładnie, jakby to było dziś, jak leżała w tym gołębioszarym wózku, taka malutka, jak powiesiłam jej tę grającą krówkę, gdy już nie spała tak ciągle i zaczęła się interesować światem. Jak Kuba dojechał do nas na somińskie wakacje i miał w prezencie dla niej takie wiszące stwory do wózka, żeby można było ją zabawiać wyjącą wniebogłosy po przebudzeniu na spacerze. Pamiętam, jak spała we wrześniu w tym moim ulubionym pajacyku frotte w miętowe kwiatuszki, jej pierwszy uśmiech i skoki rozwojowe, podczas których myślałam, że ja tego nie przeżyję i to się nigdy nie skończy.

wtorek, 25 lipca 2017

Bezpieczne wakacje i linia kosmetyków SUNBRELLA


Wakacje! Słońce, plaża, góry czy jeziora? W zależności od etapów w moim życiu spędzałam wakacje w każdym z tych miejsc. Mieszkając w Helu, wiadome było że z konieczności (och, jakże przykra ta konieczność ;)) spędzałam wakacje nad morzem, w lipcu zawsze wyjeżdżaliśmy na urlop na południe Polski, początkowo do Limanowej aż wreszcie odkryliśmy Lądek- Zdrój, do którego jeździliśmy rokrocznie. Ciągle do tego samego pensjonatu "Szarotka", zaprzyjaźniając się z właścicielami, czekaliśmy zimą na te letnie spacery po łąkach, szwendanie się po okolicznych wsiach, wieczorem palenie ogniska i zbieranie bukietów poziomek. Później jeździłam do Zakopanego. To już były poważne wyjazdy nastolatki, z mamą, moją przyjaciółką, z którą w ciągu dnia wybierałyśmy się w góry, a wieczorami na Krupówki poszwendać się po góralskich knajpkach, posłuchać muzyki ulicznych grajków i dać odpoczynek trzęsącym się z wysiłku nogom. Nie raz spalone słońcem, okładałyśmy się wieczorem kefirem lub ratowałyśmy jakimś balsamem, nieprzyzwyczajone, że w górach taaak pali słońce! Ale to były czasy! Uwielbiam wspominać

piątek, 23 czerwca 2017

Szkolna Brać i ekspresowe muffiny z owocami


Od zawsze ta sama. Ten sam budynek... zmieniały się tylko piętra, sale, nieczęsto nauczyciele, przedmioty, obowiązki i koledzy. Ci starsi, w których się podkochiwałam kończyli kolejne klasy, zbliżając się coraz bardziej do opuszczenia jej murów na zawsze. Moja szkoła. Mieszkając w małym miasteczku, skazani nieraz byliśmy na swoje towarzystwo od 3 roku życia do matury. To niebywałe! Pomyślcie sobie ile razy zdążyliśmy się pokłócić, pogodzić, przestać odzywać, ile nóg złamaliśmy na trzepaku czy rolkach i ile lat staliśmy razem ramię w ramię w dniu zakończenia przedszkola... podstawówki, gimnazjum i liceum.  Znaliśmy się od podszewki, często nazywając swoich rodziców ciotkami i wujkami. Wybieraliśmy wspólnie fakultety, zapisywaliśmy się na kółka naukowe, razem paliliśmy papierosy w toalecie i uciekaliśmy przed nauczycielami do parku czy za kino. Wczoraj fejsbuniu przypomniał mi