niedziela, 9 września 2018

Wakacje w kolorze blue i nowości od DERMEDIC



Woda, to kierunek nad który ciągną tłumy. Co roku mam wrażenie, że większość ludzi w wakacyjnym terminie jedzie nad wodę. Góry zostawiają sobie na zimę, jeśli ktoś w ogóle lubi zimę i sporty zimowe, ale my do tej grupy się nie zaliczamy. Woda ma w sobie coś kojącego, coś co oczyszcza umysł i duszę, gdy tylko się nad nią usiądzie. Mam na myśli taką wodę, gdzie nad głową nie biega pies czy zgraja dzieciaczków sypiących Ci na nią tonę piachu. Nie mam na myśli parawaningu we Władku czy all na Majorce. Mam na myśli takie miejsca jak

czwartek, 30 sierpnia 2018

Dzieci



One. Upragnione, wyczekane lub i nie, będące zaskoczeniem, wielką niespodzianką czy też uwieńczeniem starań i marzeń niejednej z par. W wyprasowanych nienagannie bodziaczkach fikuśnych skarpeteczkach wielkości lilipuciej stopy, pachnące balsamem po kąpieli z miękkimi jak puch małej kaczuszki włosami. Te pachnące mlekiem maminym czy modyfikowanym, płaczące gdy są zmęczone, głodne, niewyspane, niezadowolone, mają kupę w pieluszce czy nie wiadomo co, po prostu płaczące. Te wywołujące uśmiech i łzy u pierwszy raz je widzących babć i dziadków, słodkie dziubki sąsiadek i pań kasjerek w Biedronce. Te słodkie, niewinne istoty, wokół których cały nasz świat najpierw się zmienia o 180 stopni, wywraca do góry nogami, nieraz chwilowo zawala, by później powoli wrócił do normy, w trochę innym wymiarze. Takim, do którego już raczej nie ma powrotu, do tego czasu sprzed Ich istnienia. I nagle

środa, 13 czerwca 2018

Jestem cyborgiem



Opiszę Wam swój przykładowy dzień. Dzisiejszy chociażby. Totalnie zwyczajny. Do napisania tego tekstu zmusiła mnie refleksja, która zaprzątnęła moją głowę po ostatniej mojej wypowiedzi na jednej z fejsbukowych grup dla kobiet, matek - superbohaterek walczących o chwilę dla siebie i walczących o siebie. Otóż, padło pytanie jak co tydzień "co zrobiłaś dla siebie samej w minionym tygodniu" i ja pochwaliłam się swoimi nowymi zwyczajami, które wprowadziłam do swojego życia, wzbudzając tym samym las lajków i pytań jak ja to robię. Normalnie. Chcę. Drugą sytuacją zmuszającą mnie do zastanowienia się czy nie jestem przypadkiem jakimś człowiekiem - robotem była sytuacja kiedy

czwartek, 31 maja 2018

Dzień Dziecka i szybkie muffiny z serkiem waniliowym


Pamiętam jak w Helu nic nie było. Jakieś pikniki wojskowe na Dzień Dziecka, na które przychodzili tatusiowie ze swoimi dziećmi, które później w większości przypadków musiały się wstydzić za swoich ojców. Pamiętam te grochówki i piwo w plastikowych kubeczkach. Mimo wszystko było fajnie! Bo mały człowiek wiedział, że to jest jego Dzień i każdy mu mówił, że to wszystko dla niego! Pamiętam też jak pojechałam z tatą do Gdyni na Dzień Dziecka nyską wojskową do lunaparku. To był czad! Hajlaf taki, że dla helskiego dzieciaka to jak Manhattan. I pamiętam jak tata kupił mi taki wielki balon napełniony helem i trzymałam go tak mocno, żeby nie uciekł do samego domu i pod klatką mojego bloku już w Helu wyleciał mi z ręki. Boże jak ja płakałam. Stałam do samego końca i patrzyłam jak odlatuje. Pamiętam też jak Rodzice zabierali mnie na lody do kawiarni Pani Krysi obok fryzjera, to była jedyna lodziarnia w Helu, kolejki były aż do samej ulicy. Dzieci mają taką wybiórczą pamięć, tak niewiele pamiętają, a jak zapamiętują coś to z takimi drobnymi szczegółami. Tak szalenie chciałabym, żeby moje dziewczyny pamiętały dużo ze swojego dzieciństwa, bo staramy się żeby te wspomnienia były jak najlepsze. Chyba każdy rodzic myśli w ten sposób i chce uszczęśliwiać swoje dziecko jak tylko może, chociażby to szczęście miało trwać chwilę lub pamięć o nim była krótka. Mam wrażenie, że

wtorek, 15 maja 2018

Nowości książkowe 3-latki



Marysia uwielbia gdy się jej czyta. Kicię Kocię, która jest chora zna na pamięć i recytuje ją nawet gdy ma inną książkę w ręku :) Bardzo zależy mi na tym, aby wyrobić w niej nawyk i chęć czytania, bo sama uważam, że dzięki mądrym i ciekawym książkom nasze życie jest lepsze. W dodatku mówią, że to kim jesteś to zbiór osób, które spotkałeś na swej drodze i książek jakie przeczytałeś. Coś w tym jest, zgadzacie się?? Także u nas nawyk czytania jest wyrabiany od małego, już Zuzia często uczestniczy w wieczornym czytaniu, i często przysłuchuje się (wyrywając niekiedy kartki ;)) gdy czytamy Marysi przed zaśnięciem. Ostatnimi czasy nasza biblioteczka w pokoju dziewczyn wzbogaciła się o kilka fajnych pozycji, które z chęcią Wam zaprezentuję i polecę. Część to prezenty książkowe - bo książka jest prezentem doskonałym na każdą okazję, nawet dla dziecka, a część sama jej kupiłam. Zbliża się Dzień Dziecka, jeśli nie macie pomysłu na prezent dla swojej pociechy - książka będzie zawsze dobrym wyborem! Zobaczcie co znalazło się na naszej półce...

piątek, 27 kwietnia 2018

Zuziu...


Moja Malutka... jesteś takim moim Skarbem na Ziemi, wiecznym bobaskiem, którego chciałabym tulić i pielęgnować na zawsze. Nie spieszy mi się przy Tobie z nocnikiem, nie mam ochoty na jakoś wyścig szczurów w piaskownicowych rozmowach, że moja Ala to to, a Zuzia to tamto, a w ogóle Franuś to czyta już wiersze :D Nie mam czasu, żeby karmić Cię wyłącznie według metody BLW bo Ty i Twoja siostra w domu to mieszanka wybuchowa. Mam czasem wrażenie, że przez nasze mieszkanie przy Was przeszedł tajfun albo mieliśmy rewizję. Nie mam czasu tak totalnie się Tobą zawsze zająć, bo muszę dzielić siebie na Was dwie. Przepraszam, że wypadło, że jesteś tą drugą. Przepraszam, że wiecznie chorujesz, że nie mogę robić Ci regularnie szczepień, że spadłaś z łóżka na twarz jak miałaś 4 miesiące kiedy ja czesałam Marysię. Przepraszam, że nie siedzę z Tobą na dywanie i nie uczę Cię tylu rzeczy, które uczyłam Marysię. Przepraszam, że masz po mnie figurę i będziesz mieć tendencję do

niedziela, 22 kwietnia 2018

Zdrowie psychiczne matki karmiącej

Piszecie, że lubicie mnie czytać, bo to tak jakbyśmy sobie usiadły na kanapie z filiżanką kawy w ręku i pitoliły jak dwie kumpele. Trochę tak jest, bo ja Was tu tak traktuję, jak moje kumpele, które mnie zrozumieją, pocieszą, doradzą, a jak będzie trzeba to wezmą za kudły i sprowadzą na ziemię. Jest mnie tu niezwykle mało teraz, i szczerze mówiąc nie raz myślałam o zawieszeniu bloga, ale jak to tak nie spotykać się z Wami, rzadziej bo rzadziej, ale jednak. Moje obecne życie pochłania mnie totalnie,  Marysia - wiadomo, 200% aktywności w ciągu dnia, a Zuzanna moja cudowna  nie oszczędza matki swojej i jest mega ciężkim dzieckiem, i nie mówię tu o jej wadze absolutnie! Chociaż kto śledzi mojego Instagrama (link poniżej) to zna jej możliwości konsumpcyjne :D Dodatkowo, jak pewnie wiecie podjęłam się pewnej pracy dorywczej i wspieram, ładnie to ujmując, media społecznościowe Twojej Hybrydy, a że angażuję w to całą siebie, to na Wojslandię mam coraz mniej czasu. Ale dziś zdałam sobie sprawę z tego, że ja chyba nie opowiadałam Wam mojej przygody z karmieniem, a droga ta nie była usłana różami od samego początku. I jestem na to gotowa, że znajdzie się tu hejt dla mojej nietolerancji rzekomej czy przemądrzalstwa niejakiego, ale