wtorek, 14 listopada 2017

Słów kilka o smakach i jesienny krem rozgrzewający z pieczonej dyni


Treści o jedzeniu jest tyle, ile gospodarstw domowych. Przepisów, patentów, sposobów na najlepsze potrawy, których zapach ściąga do domu marynarzy, przemęczonych po pracy mężów, czy synów marnotrawnych. Dla mnie dom kojarzy się z jego specyficznym zapachem. Dom to nie tylko meble, kwiaty, cottonballsy, to nie tylko muzyka, która wypełnia wnętrze... to zapach. Zmieniający się z każdą porą roku, nastrojem opiekuna ogniska domowego

piątek, 27 października 2017

Ciepło mojego domu, pachnącego czekoladą...


Nastała jesień, a z nią spokojniejsze życie. Spokojniejsze w tego słowa znaczeniu, że nie trzeba ciągle pędzić. Za słońcem, za złotymi polami, spacerami, placami zabaw przepełnionymi dziecinnym gwarem. Nie trzeba mieć wyrzutów sumienia, że nie chce się wyjść na spacer, na lody, czy rower. Nie trzeba mieć wyrzutów, że chce się posiedzieć dłużej w domu, posprzątać sobie, napić się kawy, upiec coś dobrego, żeby to mieszkanie zamieniło się z letniego hotelu na prawdziwy dom. My latem traktujemy często swój dom jak hotel, wpadamy i wypadamy, jemy, śpimy i uciekamy. Do parku, do lasu, na miasto, na wakacje, do znajomych. Chcemy wycisnąć to lato jak cytrynę, spożytkować każdy dzień. Jesień według mnie rządzi się swoimi prawami... nie jest taka wymagająca wobec nas. Pozwala powłóczyć się dłużej w piżamie w sobotni poranek, z kubkiem kawy w ręku, zjeść leniwie pankejki w niedzielę, włączyć jakiś film czy bajki dzieciom, zapalić popołudniu świece i poczytać książkę, posłuchać popołudniowej siesty w radiowej trójce czy napić się lampki wina z mężem. I choć takie schematy dla nas rodziców są rzadkie, bo małe atomy, poruszające się zwykle po naszym mieszkaniu z prędkością światła, a mianowicie nasze dzieci, uwielbiają często

poniedziałek, 16 października 2017

Pokój dziewczyn - czyli noworodek i dwulatka na kupie


Urządzanie pokoju dziewczynek jak ruszyło pełną parą, tak też z pełną parą się uspokoiło. Wyjechałyśmy wiosną z Marysią do Sopotu, żeby Pan Domu mógł przeprowadzić rewolucję, którą oczywiście przeprowadził w dosłownym tego słowa znaczeniu, ja co chwilę zamawiałam coś z dodatków, kurierzy przeklinali co dzień obficie nasze czwarte piętro bez windy, pokoik miał być gotowy na Święta i klops. Wraz z moją pierwszą wizytą w szpitalu zaraz po powrocie z Sopotu, koniecznością leżenia i kolejną już dłuższą wizytą aż do pojawienia się Zuzi na świecie, dojechały wszystkie zamówione przeze mnie rzeczy i na tym się skończyło. No przecież nie pozwolę Munszowi wieszać wszystkiego wg jego upodobań (sorry Kochanie :D). Także przyszedł moment, że już się pozbierałam, lato się skończyło i wykończyliśmy pokoik. Brakuje jeszcze kilku realizacji moich planów, ale to sukcesywnie się będą pojawiać, a ja będę się z Wami nimi dzielić na bieżąco.
Zaczęło się od zrobienia komody (tutaj dokładny opis jak zliftingować zwyczajną komodę z sieciówki na takie cudo).

poniedziałek, 18 września 2017

One dwie i idealne curry z indyka



Siedzę sobie sama. Wreszcie sama, z książką i herbatą. Ciepłą, olaboga! W kuchni na krześle, przy stole. Za mną wyjęte blachy z piekarnika bo robiłam muffiny, cały zlew garów bo zmywarka nie nadąża... a może to ja nie nadążam?! Czasami na pewno. I bez wyrzutów sumienia cieszę się z mojej samotności w pojedynkę, bo ostatnio zaczęłam swą samotność inaczej traktować, często nazywając w ten sposób stan siedzenia z dzieckiem w jednym pokoju, kiedy to dziecko w ciszy bawi się nożyczkami czy też (to młodsze) akurat nie płacze i nie chce na ręce. To też dla mnie taka jakby samotność. Więc dziś siedząc pośród blach i brudnych garów, na średnio wygodnym krześle ale w pojedynkę z tą książką, to jakby luksus swego rodzaju. Jedna śpi w jednym pokoju umęczona nocnymi męczarniami swego niemowlęctwa, druga śpi, bo katar męczy a i pora drzemkowa się zrobiła. Na szczęście Mary umie już zasnąć prawie wszędzie, wiec i kanapa w dużym pokoju się do tego nadaje gdy maluch okupuje ich dziewczyński pokoik. Tydzień przedszkola uskrzydlił mnie totalnie i dał nadzieję na więcej, a tu klops, a raczej gil popsuł moje plany i zamiary wszelkie na ten tydzień. I tak oto zostałam w domu z nimi dwiema, rozdzierając się co chwila na kawałki by móc dać siebie każdej po trochu. I czasem muszę

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Przedszkole - nowy etap i idealne kakao daktylowe


Wszędzie dookoła słychać o przedszkolu, szkole, żłobkach. Sfera blogowa kipi wyprawkami do tychże instytucji, którym powierzamy na całe dnie swoje pociechy, i początkowo z drżącymi brodami, by dzieci tego nie zobaczyły zostawiamy je z tymi nowymi ciociami, paniami i idziemy do swoich obowiązków. Mnie to ominęło, osobiście wzbraniałam się i walczyłam o każdy miesiąc do przodu, by być z Marysią w domu. Udało się prawie 2,5 roku, ale nadszedł i nasz koniec. Mała miała jakieś jednorazowe przygody ze żłobkiem, do którego chadzała czasem na 1-2 godziny, ale zakończyła się ta miła rozrywka zapaleniem płuc w szpitalu i zrezygnowaliśmy. Od 1 września Marysia idzie do przedszkola. Będzie 100% przedszkolaczką, niosącą swoje kapcie w plecaczku, będzie robiła mi laurki i ludziki z żołędzi. Będzie jadła zupę całą sobą i biegała siku na nocnik. Wystąpi w pierwszym przedstawieniu i obejrzy może swój pierwszy teatrzyk.

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Chwile grozy i pyszna tarta z kozim serem i cukinią


To miał być taki piękny dzień. Marysia wstała prawą nogą! I po drzemce, za drugim razem też :D, Zuzia spała cały dzień, co nie zdarza się zbyt często. A zatem mama miała czas dla siebie, co również nie dzieje się zbyt często, a raczej jest niezwykle rzadkie. No właśnie :D Zrobiłam pyszny obiad... no naprawdę czad! Nie wymagał on zbyt dużego poświęcenia ale musiałam coś zrobić z kozim serem przed wyjazdem i tak powstał pomysł na niego. Munsz wrócił do domu jak pies wąchając zapach unoszący się z piekarnika już od drugiego piętra, wszystko było pięknie, cud malina. Z racji tego, że przede mną były dwa tygodnie na wsi wśród jezior, postanowiłam pojechać jeszcze do naszego ukochanego parku na spacer, na kawę, spotkać się z przyjaciółmi. Spakowałam dzieci, ich torbę z niezbędnikami, jakimś cudem upewniając się, że wszystko jest, nawet te rzeczy, których nie sprawdzam za każdym razem. Chyba jednak matka ma jakiś szósty zmysł! I pojechaliśmy.

czwartek, 10 sierpnia 2017

Deja vu i obłędne wegańskie pancakes



Pamiętam dokładnie, jakby to było dziś, jak leżała w tym gołębioszarym wózku, taka malutka, jak powiesiłam jej tę grającą krówkę, gdy już nie spała tak ciągle i zaczęła się interesować światem. Jak Kuba dojechał do nas na somińskie wakacje i miał w prezencie dla niej takie wiszące stwory do wózka, żeby można było ją zabawiać wyjącą wniebogłosy po przebudzeniu na spacerze. Pamiętam, jak spała we wrześniu w tym moim ulubionym pajacyku frotte w miętowe kwiatuszki, jej pierwszy uśmiech i skoki rozwojowe, podczas których myślałam, że ja tego nie przeżyję i to się nigdy nie skończy.