poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Chwile grozy i pyszna tarta z kozim serem i cukinią


To miał być taki piękny dzień. Marysia wstała prawą nogą! I po drzemce, za drugim razem też :D, Zuzia spała cały dzień, co nie zdarza się zbyt często. A zatem mama miała czas dla siebie, co również nie dzieje się zbyt często, a raczej jest niezwykle rzadkie. No właśnie :D Zrobiłam pyszny obiad... no naprawdę czad! Nie wymagał on zbyt dużego poświęcenia ale musiałam coś zrobić z kozim serem przed wyjazdem i tak powstał pomysł na niego. Munsz wrócił do domu jak pies wąchając zapach unoszący się z piekarnika już od drugiego piętra, wszystko było pięknie, cud malina. Z racji tego, że przede mną były dwa tygodnie na wsi wśród jezior, postanowiłam pojechać jeszcze do naszego ukochanego parku na spacer, na kawę, spotkać się z przyjaciółmi. Spakowałam dzieci, ich torbę z niezbędnikami, jakimś cudem upewniając się, że wszystko jest, nawet te rzeczy, których nie sprawdzam za każdym razem. Chyba jednak matka ma jakiś szósty zmysł! I pojechaliśmy.

czwartek, 10 sierpnia 2017

Deja vu i obłędne wegańskie pancakes



Pamiętam dokładnie, jakby to było dziś, jak leżała w tym gołębioszarym wózku, taka malutka, jak powiesiłam jej tę grającą krówkę, gdy już nie spała tak ciągle i zaczęła się interesować światem. Jak Kuba dojechał do nas na somińskie wakacje i miał w prezencie dla niej takie wiszące stwory do wózka, żeby można było ją zabawiać wyjącą wniebogłosy po przebudzeniu na spacerze. Pamiętam, jak spała we wrześniu w tym moim ulubionym pajacyku frotte w miętowe kwiatuszki, jej pierwszy uśmiech i skoki rozwojowe, podczas których myślałam, że ja tego nie przeżyję i to się nigdy nie skończy.

wtorek, 25 lipca 2017

Bezpieczne wakacje i linia kosmetyków SUNBRELLA


Wakacje! Słońce, plaża, góry czy jeziora? W zależności od etapów w moim życiu spędzałam wakacje w każdym z tych miejsc. Mieszkając w Helu, wiadome było że z konieczności (och, jakże przykra ta konieczność ;)) spędzałam wakacje nad morzem, w lipcu zawsze wyjeżdżaliśmy na urlop na południe Polski, początkowo do Limanowej aż wreszcie odkryliśmy Lądek- Zdrój, do którego jeździliśmy rokrocznie. Ciągle do tego samego pensjonatu "Szarotka", zaprzyjaźniając się z właścicielami, czekaliśmy zimą na te letnie spacery po łąkach, szwendanie się po okolicznych wsiach, wieczorem palenie ogniska i zbieranie bukietów poziomek. Później jeździłam do Zakopanego. To już były poważne wyjazdy nastolatki, z mamą, moją przyjaciółką, z którą w ciągu dnia wybierałyśmy się w góry, a wieczorami na Krupówki poszwendać się po góralskich knajpkach, posłuchać muzyki ulicznych grajków i dać odpoczynek trzęsącym się z wysiłku nogom. Nie raz spalone słońcem, okładałyśmy się wieczorem kefirem lub ratowałyśmy jakimś balsamem, nieprzyzwyczajone, że w górach taaak pali słońce! Ale to były czasy! Uwielbiam wspominać

piątek, 23 czerwca 2017

Szkolna Brać i ekspresowe muffiny z owocami


Od zawsze ta sama. Ten sam budynek... zmieniały się tylko piętra, sale, nieczęsto nauczyciele, przedmioty, obowiązki i koledzy. Ci starsi, w których się podkochiwałam kończyli kolejne klasy, zbliżając się coraz bardziej do opuszczenia jej murów na zawsze. Moja szkoła. Mieszkając w małym miasteczku, skazani nieraz byliśmy na swoje towarzystwo od 3 roku życia do matury. To niebywałe! Pomyślcie sobie ile razy zdążyliśmy się pokłócić, pogodzić, przestać odzywać, ile nóg złamaliśmy na trzepaku czy rolkach i ile lat staliśmy razem ramię w ramię w dniu zakończenia przedszkola... podstawówki, gimnazjum i liceum.  Znaliśmy się od podszewki, często nazywając swoich rodziców ciotkami i wujkami. Wybieraliśmy wspólnie fakultety, zapisywaliśmy się na kółka naukowe, razem paliliśmy papierosy w toalecie i uciekaliśmy przed nauczycielami do parku czy za kino. Wczoraj fejsbuniu przypomniał mi

piątek, 16 czerwca 2017

Historie rodzinne i idealne ciasto drożdżowe


Leżałam sobie tak na tym szpitalnym łóżku, od tygodnia sama w sali, fajnie mi było, o ile można o jakiejkolwiek fajności w tej szczególnej dla mnie sytuacji mówić. Liczyłam na to, że nie dorzucą mi żadnej "nowej" (bo dla mnie leżącej któryś z kolei już tydzień, to każda była "nowa"), która będzie pytać o moją historię, a ja z grzeczności musiałabym jej opowiadać, a jakoś tak nieszczególnie w nastroju byłam do tego. Aż pewnego dnia weszli do mojego pokoju. Młode małżeństwo, całkiem sympatyczne, choć z moją czasową powściągliwością odwróciłam się w drugą stronę odpalając Kindla, co by nie było, że nachalna czy wścibska jestem. I skupić się na czytaniu nie mogłam bo on ciągle

piątek, 9 czerwca 2017

Syrop z kwiatów czarnego bzu



Dbanie o zdrowie jest coraz bardziej na topie. A już dbanie o siebie w naturalny sposób, za pomocą naturalnych składników, leczenie i wzmacnianie organizmu domowymi sposobami, tym bardziej. Daliście mi na to dowód, po tym jak zobaczyłam statystyki wejścia na bloga i ucieszyłam się jak wielką popularnością cieszył się post (link tutaj) o tym jak dbać o swoją odporność i walczyć z chorobami za pomocą domowych metod. Dziś prezentuję Wam przepis, prosty w wykonaniu, przepis dla każdego! Nawet niekuchenny chłop może to zrobić ;) Od jakiegoś czasu robię ten syrop regularnie. Zimą dodaję go do herbaty lub karafki z wodą i serwuję rodzinie w celach prozdrowotnych, bo z tego głównie słyną kwiaty czarnego bzu. 

czwartek, 1 czerwca 2017

Kakao, huba i piżama



Jedna ryczy wniebogłosy bo jej matkę w dużym stopniu zabrano, druga wyje rozpaczliwie bo właśnie tworzy kupę, której wytwór ją na razie przerasta. A ja stoję tak między jedną a drugą, pomiędzy zbuntowanym aniołem walczącym o swoje miejsce w szeregu, oczywiście najlepiej w pierwszym rzędzie, a niewinnym i bezbronnym robakiem, leżącym na brzuchu i wijącym się w swoich boleściach. I rozrywają mnie na dwie części, moje ciało, którego jedna część skierowana jest na prawo, druga na lewo. Moje emocje, zbrukane wyrzutami sumienia, poczuciem winy, że nie mogę tak zdecydowanie, albo na to lewo albo na prawo. Rozrywają mój czas na strzępy, na liczące się dla mnie teraz nanosekundy każdej doby, która zapitala jedna za drugą nie wiedząc nawet kiedy. Rozerwały już moje ciało, które z wysportowanego rozmiaru