środa, 24 lipca 2019

Dlaczego postawiłam na dom pod miastem będąc mieszczuchem?


Posiadanie domu to dla niektórych pewien luksus. To prawda. Wybudować się w tych czasach i nie zwariować to luksus, rzadkość, ale jakże satysfakcjonująca i niezapomniana przygoda dla każdej rodziny. Jeszcze jak się stawia ten wymarzony, upragniony dom za swoje, czyli częściowo uzbierane ciężką tyrką już od studiów, tym co rodzice dać mogli, po bankowe żetony. Jakaż to jest satysfakcja i radość w sercu, gdy podpisze się ten akt notarialny, na którym widnieją Wasze nazwiska, człowiek staje się nagle taki niby większy, poważniejszy, na pewno radosny bardzo. I gdy wypije się tą butelkę wina z mężem w tej niepohamowanej radości wieczorem, gdy dzieci wreszcie zasnęły, za coś co się udało razem fajnego zrobić dla siebie i swojej rodziny. Czy fajne, to się dopiero okaże jak dzieci podrosną i zaczną kręcić nosem, że na wsi mieszkają, ale ten ich beztroski rozwój do tego czasu jest dla nas bezcenny.
Moje dziewczyny uwielbiają jeździć na działkę i nie będę mówić o tym jak szalenie ciężko było na początku, kiedy trzeba było chodzić po przeoranym polu, gdy nogi zapadały się w piachu i pyle i ta radość wspomnianego wieczora po butelce wina wyparowywała nagle jak procenty z głowy nad ranem. Wtedy powtarzałam sobie, że to minie, to minie i będzie pięknie. Bo przecież pozytywne myślenie potrafi zdziałać cuda. I tak jest... Już jest piękniej. Nie musimy przesiadywać w lesie bo tylko tam jest trawa, mamy swój mały domek, który wizualnie ginie na tych 1500 metrach, możemy biegać po chwastach, ale się chociaż nie kurzy :) dziewczyny grają w piłkę, tata zbudował im huśtawkę i zjeżdżalnię i wkopał w narzędziowni zwanej przez Marysię "kurdelkiem" beczkę w ziemię na browarki, dzięki czemu nawet przy 30 stopniowym upale możemy raczyć się zimnym piwkiem bez posiadania lodówki, i nasi goście też! Pomysłowość, sprawność rąk 
i głowy mojego męża zaskakuje mnie na każdym kroku. kto by pomyślał, że informatyk, programista tak ogarnie budowę i tyle sam będzie potrafił zdziałać! Chapeau bas, Munszu! Działka to nasza ucieczka w dobre miejsce, tęsknimy za nim gdy tylko nie ma nas dłużej niż 3 dni. I kto by pomyślał, że jeszcze 5 lat temu, gdy upatrzyliśmy ją sobie z przyjaciółmi, którzy kupili plac obok, buntowałam się wewnętrznie, że jak to, ja mieszczuch mam spaść na całe życie na to pole i mieszkać na wsi pod lasem. Mowy nie ma! Znałam taką z filmu, miała na imię Judyta, pamiętacie? Ona też tak powiedziała. I wpadłam, jak ona w ten las i zakochałam się. Może wynikać to z racji mojego wieku 
i tego, że wreszcie znalazłam swoją życiową destynację. Zakotwiczyłam się rodzinnie, jak demogorgon i już nie puszczę. Będę dbać o to swoje pole, z którego stworzę z czasem piękny ogród 
i tworzyć dom, do którego będą chętnie wracać moje dzieci na święta. Będziemy tam szczęśliwi, bo zawsze tego chcieliśmy, tylko ja chwilowo zbłądziłam. Ale kto nie błądzi, prawda? Ważne, że znalazłam swój port. 

A teraz chodźcie, oprowadzę Was po moim obecnym placu budowy! Jest to zlepek różnych zdjęć bliskich memu sercu :)
Ach, jak mi się marzy, żebyście wszystkie, znalazły się kiedyś na moim tarasie przy dobrej kawie 
i białym winie! Może się uda? 

Ten post jest dla Ciebie mężu, w podziękowaniu za wszystko, a co dokładnie, to Ty jedyny wiesz. 



















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze 😀